<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Elephant Shoe</title>
	<atom:link href="http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.elephantshoe.pl</link>
	<description>niezależna strona muzyki</description>
	<lastBuildDate>Wed, 08 Sep 2010 10:37:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Rakaa – Crown Of Thorns</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2619</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2619#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 10:37:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Wojciech Michaluk</dc:creator>
				<category><![CDATA[albumy]]></category>
		<category><![CDATA[hip-hop]]></category>
		<category><![CDATA[rap]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2619</guid>
		<description><![CDATA[:: Wydawca: Decon :: Ocena: 5,0 :: myspace Rakaa Iriscience to postać, której miłośnikom konkretnego rapu przedstawiać raczej nie trzeba. MC stanowiący 1/3 Dilated Peoples, jednej z niewielu kapel, która mimo że nigdy nie osiągnęła komercyjnego sukcesu w Stanach (może poza singlem z Kanye Westem) i zawsze jedną nogą pozostawała w undergroundzie, zdołała zdobyć sobie ogromną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #888888;"><img class="alignright size-full wp-image-2620" style="margin-left: 5px; margin-right: 5px; margin-top: 0px; margin-bottom: 0px; border: 1px solid #000000;" title="Rakaa – Crown Of Thorns" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/09/Rakaa-–-Crown-Of-Thorns.jpg" alt="" width="200" height="200" />:: Wydawca: <strong>Decon</strong> </span><span style="color: #888888;"><br />
</span><span style="color: #888888;">:: Ocena: <strong>5,0</strong></span></p>
<p><span style="color: #888888;">:: <a href="http://www.myspace.com/rakaa" target="_blank">myspace</a></span></p>
<p>Rakaa Iriscience to postać, której miłośnikom konkretnego rapu przedstawiać raczej nie trzeba. MC stanowiący 1/3 Dilated Peoples, jednej z niewielu kapel, która mimo że nigdy nie osiągnęła komercyjnego sukcesu w Stanach (może poza singlem z Kanye Westem) i zawsze jedną nogą pozostawała w undergroundzie, zdołała zdobyć sobie ogromną grupę fanów na całym świecie, wydał w końcu swój pierwszy solowy album. Zapowiadano go od dawna, co jak to zwykle bywa jedynie spotęgowało i tak spore oczekiwania związane z tym wydawnictwem. W końcu jednak wszyscy będą mogli sami odpowiedzieć sobie na momentalnie nasuwające się pytanie: czy „Crown Of Thorns” jest równie udanym albumem jak wydana trzy lata wcześniej solówka kumpla Raki z zespołu, Evidence’a? Osobiście uważam, że niestety nie. W tym miejscu chciałbym móc napisać coś w stylu „ale i tak jest dobrze” i w sumie na upartego mógłbym, jednak sumienie mi na to nie pozwala. Zawiodłem się na tej płycie.</p>
<p>Dopiero po przesłuchaniu „Crown Of Thorns” zdałem sobie w pełni sprawę z tego jak doskonale Rakaa uzupełnia się z drugim rymującym ogniwem Dilated. Dosadny, wyraźny flow Evidence’a stanowi idealny kontrapunkt dla trochę bardziej wycofanego, spokojnego stylu swojego kompana, który częściej stawia na przekaz aniżeli na punktowanie punchline’ami. Obydwaj są naprawdę solidnymi MC’s, jednak tylko temu pierwszemu wystarczyło charyzmy i mocy w głosie by utrzymać odpowiednio wysokie napięcie przez cały album. Rakaa ma na pewno wiele interesujących i mądrych rzeczy do powiedzenia (choć jego fascynacja Astroteologią, do której odnosi się tytułowa korona cierniowa sprawiła, że czekam tylko aż zapuka do mych drzwi z plikiem ulotek). Zdarzają mu się też mocniejsze, bardziej agresywne zwrotki, jednak w pojedynkę nie zdołał skupić mojej uwagi nawet przez 13 kawałków. Zastrzyk z adrenaliny dla momentami przymulającego gospodarza stanowią zaproszeni goście, którzy udzielają się w większości numerów. Świetną formę zaprezentował KRS-One, jednak już jego podopieczny, rzadko obecnie słyszany Mad Lion wypada co najmniej irytująco. Poza nimi są też: Chali 2na (niestety tylko w refrenie), błyskawicznie zdobywający uznanie młodziutki Fashawn, dobrzy znajomi Raki, Krondon, Defari i rzecz jasna Evidence, a także dwoje wokalistów: Aloe Blacc i Noelle Scaggs. Wszyscy oni zdecydowanie urozmaicają ten materiał. Do tego w „Ambassador Slang” pojawia się kilkunastu bliżej mi nieznanych zawodników z różnych stron świata, którzy wspólnie z autorem płyty rozrywają w pył bit DJ-a Hondy.</p>
<p>Poza wspomnianym wyżej Japończykiem na „Crown Of Thorns” zebrała się spora grupa ciekawych producentów, jednak niestety w większości albo nie pokazali niczego co zapadło by na dłużej w pamięć, albo też Rakaa chciał koniecznie spróbować swoich sił na nieco innych podkładach niż zwykle ma okazję, a które kompletnie nie pasują do jego stylu. Utwór tytułowy, ciężki syntezatorowy walec od panów z Sid Roams bardziej nadawałby się dla jakiegoś oświeconego ulicznika z Queensbridge aniżeli dla kogoś takiego jak Rakaa. Równie niefortunne wybory to dla mnie zmasowany atak talerzy w „Assault And Battery” za który odpowiedzialny jest Oh No i produkcja El-P, którego charakterystyczne inwazyjne brzmienie średnio pasuje mi do Kalifornijczyka. Dobre bity dostarczyli Exile („Human Nature (Now Breathe)”), DJ Babu („Eyes Wide”), DJ Rhettmatic do spółki z perkusistą Cypress Hill Erikiem Bobo („Rosetta Stone Groove (Universal Language)”) oraz Alchemist („Aces High” niczym specjalnie nie zaskakuje, jednak już zamykający płytę chillujący „Upstairs” płynie wspólnie z Raką wprost idealnie).</p>
<p>Niewątpliwie można było się spodziewać po tej płycie więcej, jednak być może Rakaa jest człowiekiem stworzonym do pracy w zespole? „Crown Of Thorns” to jednak pomimo licznych wad porcja prawdziwego, płynącego prosto z serca rapu, którego wciąż mało w natłoku dziwek i złotych łańcuchów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2619</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chew Lips &#8211; Unicorn</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2588</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2588#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Sep 2010 13:32:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Bubiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[albumy]]></category>
		<category><![CDATA[dance]]></category>
		<category><![CDATA[indie electronic]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2588</guid>
		<description><![CDATA[:: Wydawca: Kitsuné :: Ocena: 4,0 :: myspace W &#8222;Gazecie Polskiej&#8221;, prawicowym tygodniku regularnie ukazuje się rubryka pt.: &#8222;Odcinki&#8221;. Ich autorem jest Jacek Kwieciński &#8211; dziarski, starszy pan o poglądach neokonserwatywnych, śledzący absurdy otaczającej nas rzeczywistości. W postaci kilku zdaniowych komentarzy, opatrzonych dozą cynizmu i czarnego humoru potrafi dopiec wszystkim, którzy sobie na to zasłużyli. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #808080;"><a href="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/09/Chew-Lips-Unicorn.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2601" style="border: 1px solid black; margin: 0px 5px;" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/09/Chew-Lips-Unicorn.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>:: Wydawca:</span> <strong><span style="color: #808080;">Kitsuné</span></strong><br />
<span style="color: #808080;">:: Ocena:</span><strong><span style="color: #808080;"> 4,0</span></strong></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">:: <a href="http://www.myspace.com/chewlips">myspace</a></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">W &#8222;Gazecie Polskiej&#8221;, prawicowym tygodniku regularnie ukazuje się rubryka pt.: &#8222;Odcinki&#8221;. Ich autorem jest Jacek Kwieciński &#8211; dziarski, starszy pan o poglądach neokonserwatywnych, śledzący absurdy otaczającej nas rzeczywistości. W postaci kilku zdaniowych komentarzy, opatrzonych dozą cynizmu i czarnego humoru potrafi dopiec wszystkim, którzy sobie na to zasłużyli. Jako, że jestem fanem pana Kwiecińskiego i podoba mi się forma jaką przyjął w &#8222;Odcinkach&#8221;, postanowiłem w podobnym układzie napisać recenzję debiutu Chew Lips. A jest się nad czym poznęcać! </span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;"><strong>Lepiej wyglądają niż grają</strong></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">To dość powszechny kazus dzisiejszej muzyki rozrywkowej. Wiele gwiazdek ma o wiele bogatsze garderoby niż dokonania stricte muzyczne. Podobnie jest w przypadku Chew Lips.  Bez wątpienia Tigs jest atrakcyjną kobietą, ale urodą dobrej płyty się nie nagra.</span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;"><strong>Jaka okładka, taka płyta</strong></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">No spójrzcie na to!  Nie przypuszczałem, że słaba okładka równa się słaba płyta.<br />
</span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;"><strong>Ile zarobił stylista</strong></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">Chew Lips, jako wzorowo opakowany produkt muzyczny z Wielkiej Brytanii na pewno ma dobrych stylistów i innych wszelkich doradców od wyglądu. Dowodem tego mogą być częste zmiany fryzury przez Tigs oraz dobrze skrojone marynarki i koszule zapięte na ostatni guzik u Will&#8217;a Sandersona i James&#8217;a Watkinsa. Cóż, niedługo do studia zamiast producenta będzie wchodził dyktator mody&#8230; Choć muszę przyznać, że na &#8222;Unicorn&#8221; producent odwalił dobrą robotę, bo udało mu się wykrzesać z tego miałkiego zespołu parę niezłych patentów i melodii.</span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;"><strong>Menażerka</strong></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">Żółtodzioby z Londynu miały szczęście, iż natknęły się na agencję dbającą o  Radiohead. Wiadomo &#8211; Thom Yorke nie je z okiem kitu, tak więc jego interesy muszą być dobrze prowadzone. Szkoda tylko, że Chew Lips nie staną się gwiazdami alternatywnej elektroniki za sprawą świetnych piosenek, ale dzięki pijarowsko-menadżerskim demiurgom. Cóż&#8230; Jakie czasy, taka muzyka!</span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;"><strong>Warto porównywać</strong></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">Florence &amp; The Machine oraz La Roux &#8211; jedne z największych podjarek Anno Domini 2009. Czy ma to jakiś związek z Chew Lips? Nie, bo tamte panie miały chociaż pomysł na kilka przyzwoitych piosenek. W wypadku opisywanej płyty, jest tylko jedna ścieżka muzyczna warta zapamiętania.</span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;"><strong>Nadzieja umiera ostatnia</strong></span></span></p>
<p><span style="color: #808080;"><span style="color: #000000;">Nie wiem, być może słaby debiut nie oznacza, iż londyńczycy nie odcisną jeszcze piętna na alternatywnym popie. &#8222;Piano Song&#8221; świetna, oszczędnie zaaranżowana ballada, z mocnym ale jednocześnie słodkim i dziewczęcym głosem Tigs, przysłania ten kiepski album i ciągnie go w górę. Niezła osłoda na koniec, o reszcie płyty warto zapomnieć.<br />
</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2588</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>SoundQ: Nie nagrywamy jak Guns&#8217;N&#039;Roses</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2575</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2575#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Sep 2010 12:00:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Martyna Zagórska</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2575</guid>
		<description><![CDATA[Rodzima formacja SoundQ tworzy dźwięki spod znaku alternatywnego popu. Pod wodzą charyzmatycznego lidera, Kuby Kubicy, wydała EP-kę, która zwiastuje drugą po „Semaphores, dogs and traces” płytę. „Cargo Planes” jest dostępna na oficjalnej stronie internetowej zespołu. Wywiad z liderem krakowskiej formacji SoundQ Jak Twoje wrażenia po Audioriver? Kuba: Mieszane. Fajnie, że tam zagraliśmy i się pokazaliśmy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignright size-full wp-image-2579" style="margin-left: 5px; margin-right: 5px; margin-top: 0px; margin-bottom: 0px; border: 1px solid #000000;" title="SoundQ" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/09/SoundQ.jpg" alt="" width="200" height="200" />Rodzima formacja SoundQ tworzy dźwięki spod znaku alternatywnego popu. Pod wodzą charyzmatycznego lidera, Kuby Kubicy, wydała EP-kę, która zwiastuje drugą po „Semaphores, dogs and traces” płytę. „Cargo Planes” jest dostępna na oficjalnej stronie internetowej zespołu.</strong></p>
<p>Wywiad z liderem krakowskiej formacji SoundQ</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Jak Twoje wrażenia po Audioriver?</span></em></p>
<p>Kuba: Mieszane. Fajnie, że tam zagraliśmy i się pokazaliśmy, ale to był koncert dla ludzi, którzy już wyjeżdżali – ostatni dzień całej imprezy. Bądźmy szczerzy – nie sądzę, żeby z promocyjnego punktu widzenia coś nam dał, choć ostatecznie myślę, że „in plus”.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Gdybyś miał wyjaśnić przeciętnemu słuchaczowi, co to jest SoundQ i jaką muzykę gra&#8230;</span></em></p>
<p>Kuba: Dla ludzi, którzy się pałają robieniem muzyki alternatywnej, to jest pop; dla tych, którzy z kolei słuchają muzyki popowej, to alternatywa – i tak przerzucamy piłeczkę. Moim zdaniem, jest to właśnie alternatywny pop i jeszcze elektronika jakiegoś rodzaju&#8230; plus etniczne sample, które nadają kolorytu całym kompozycjom i prowadzą mnie przez cały numer w trakcie tworzenia.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Pierwszą płytę macie już za sobą. Ciężko było?</span></em></p>
<p>Kuba: Tak się złożyło, że niewiele osób ją słyszało, to był typowy podziemny debiut (śmiech). Natomiast tym, którym się udało tego posłuchać, bardzo się podobało. Płytę wysłaliśmy chyba do wszystkich wytwórni w Polsce. Poza kilkoma rozmowami, które kończyły się słowami: „Super muzykę gracie, ale nie końca pokrywa się to z naszym obecnym planem wydawniczym. Informujcie nas w przyszłości” &#8211; nie było odzewu. Nie jesteśmy tym zrażeni, bo skoro ktoś to wysyła, to ktoś to musi wyrzucać do śmieci.<span id="more-2575"></span></p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Co w przypadku, kiedy zgłosiłaby się do Was wytwórnia, która powiedziałaby: podpisujemy kontrakt pod jednym warunkiem &#8211;  teksty będą wyłącznie po polsku?</span></em></p>
<p>Kuba: Nie do zrobienia. Lubię śpiewać po angielsku, jestem anglistą, angielski jest bardziej melodyjny, są krótkie rymy. Poza tym nigdy nie przestałem marzyć o międzynarodowej karierze.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Skąd się wziął tytuł „Semaphores, dogs and traces”?</span></em></p>
<p>Kuba: To są trzy kluczowe słowa dla tekstów, które są na płycie. Przede wszystkim „traces” – ślady, bo to jest płyta o pamiętaniu i odnajdywaniu.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Zdecydowana większość młodych zespołów mówi, że chcą grać kiedy i gdzie się tylko da. Czytając wywiady z Tobą odniosłam wrażenie, że SoundQ ma nieco inną filozofię&#8230;</span></em></p>
<p>Kuba: Nie mamy za bardzo w czym wybierać. Nie mamy też dziewiętnastu lat, żeby jechać pociągiem z gitarami na drugi koniec Polski i grać za darmo. Chłopaki mają żony, prace, zobowiązania. To jest pewien problem. A często w tym kraju jest tak, że nikt nie jest ci w stanie zapłacić za ten cholerny transport, nie mówiąc już o honorarium, które na naszym etapie jeszcze raczej nie istnieje.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Co taki zespół może zrobić, żeby się wypromować?</span></em></p>
<p>Kuba: Może wysyłać nagrania „gdzie się da”. Tylko to wysyłanie jest w tym momencie walką z wiatrakami. W tym duchu był właśnie pomysł wydania naszej interentowej EP-ki. Na pewno przynosi to lepsze wyniki, niż w przypadku debiutanckiej płyty.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Jaki jest sens kręcenia teledysków w przypadku młodych zespołów?</span></em></p>
<p>Kuba: Nie kręci się ich dla telewizji, bo nikt tego nie ogląda, wszyscy mają to gdzieś. Od lat 90. trochę się zmieniło i teraz teledyski robi się po to, żeby były na YouTube, bo ludzie teraz tam spędzają mnóstwo czasu. To jest dobry rodzaj promocji, więc warto wyłożyć pieniądze, żeby ten teledysk powstał. Poza tym, mamy to szczęście, że zajmuje się tym nasz znajomy.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Wcześniej byłeś klawiszowcem w zespołach metalowych – Delight i Thy Disease. Skąd ta zmiana klimatu?</span></em></p>
<p>Kuba: Wszyscy w tym widzą jakiś dysonans, ja nie. Tak naprawdę, moje gusta muzyczne już od dłuższego czasu nie kręciły się wokół metalu. Powiedzmy, że funkcja klawiszowca jest najbardziej liberalna (śmiech).</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Skoro byłeś klawiszowcem, to po co Wam teraz klawiszowiec?</span></em></p>
<p>Kuba: Nie jestem w stanie grać i śpiewać, to trudne, a poza tym głupio wygląda (śmiech). Oprócz tego, wypadłem już z formy, a mamy Anię, która jest zawodową pianistką.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Co dało Ci bycie członkiem w tych dwóch zespołach?</span></em></p>
<p>Kuba: Dużo, bo tak naprawdę wszystkiego się nauczyłem. Co prawda, grać, śpiewać, uczysz się w domu, ale już jeżdżenie w trasę daje ci doświadczenie i wiedzę, jak wygląda życie muzyka. To nie są oczywiście „topowe” trasy, w związku z czym wszystko robi się samemu, od rozkładania sceny, czasem nawet po sprzedaż biletów. I to jest fajne.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Jak doszło do współpracy z Jarkiem Baranem?</span></em></p>
<p>Kuba: Graliśmy razem w Delight, on był gitarzystą, a oprócz tego, byliśmy kumplami. Razem zaczęliśmy tworzyć SoundQ, na początku Jarek też grał, ale ostatecznie postanowił skupić się wyłącznie na produkcji.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">To prawda, że wszyscy odradzali Ci sięganie po mikrofon?</span></em></p>
<p>Kuba: Tak było, ale głos mi się trochę zmienił. W liceum brzmiałem fatalnie, a strasznie lubiłem śpiewać. Sam zacząłem ćwiczyć i odkrywać nowe rzeczy, śpiewałem sobie smutne i niskie dźwięki Depeche Mode (śmiech). Potem zacząłem iść wyżej i teraz sobie biegam pomiędzy jednym, a drugim piętrem.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Co z nową płytą?</span></em></p>
<p>Kuba: Tak naprawdę cały czas borykamy się jeszcze z tą EP-ką. Aktualnie mamy osiem piosenek. Ja sobie wymyśliłem, że płyta powinna wyjść w grudniu, ale teraz widzę, że to nie będzie możliwe, więc jakoś w przyszłym roku. Nagrywamy partiami, to nie jest tak, że wchodzimy do studia i zamykamy się na dwa miesiące jak Guns’N’Roses. Jest weekendowo, dojazdowo. Jak Jaro ma czas, przyjeżdża do mnie i nagrywamy w domu. A płyta będzie zbiorem opowieści. Nowe numery będą szły w stronę narracyjno-poetycką.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em><span style="color: #800000;">Gdzie można zobaczyć Was na żywo?</span></em></p>
<p>Kuba: Mam nadzieję, że w październiku uda nam się zorganizować jakiś koncert.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><span style="color: #800000;"><em>Tylko jeden?!</em></span></p>
<p>Kuba: Hm&#8230; no skoro tak mówisz, to może dwa (śmiech).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2575</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sufjan Stevens &#8211; All Delighted People EP</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2523</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2523#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 10:00:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Turski</dc:creator>
				<category><![CDATA[albumy]]></category>
		<category><![CDATA[chamber pop]]></category>
		<category><![CDATA[progressive folk]]></category>
		<category><![CDATA[singer-songwriter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2523</guid>
		<description><![CDATA[:: Wydawca: Asthmatic Kitty :: Ocena: 7,4 :: www / myspace Sufjan Stevens i jego wielki projekt, pamiętacie? Wielki projekt, który okazał się być nie do końca możliwym do zrealizowania. Sufjan dobrze o tym wiedział. Ba, przecież sam koncept nagrania albumów o każdym stanie w USA był, jak potem przyznał, żartem. No ale z tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #808080;"><img class="alignright size-full wp-image-2582" style="margin-top: 0px; margin-bottom: 0px; margin-left: 5px; margin-right: 5px; border: 1px solid #000000;" title="Sufjan Stevens – All Delighted People EP" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/09/Sufjan-Stevens-–-All-Delighted-People-EP.jpg" alt="" width="200" height="200" />:: Wydawca: <strong>Asthmatic Kitty</strong><br />
:: Ocena:<strong> 7,4</strong></span></p>
<p><span style="color: #808080;">:: <a href="http://www.sufjan.com/" target="_blank">www</a> / <a href="http://www.myspace.com/sufjanstevens" target="_blank">myspace</a></span></p>
<p>Sufjan Stevens i jego wielki projekt, pamiętacie? Wielki projekt, który okazał się być nie do końca możliwym do zrealizowania. Sufjan dobrze o tym wiedział. Ba, przecież sam koncept nagrania albumów o każdym stanie w USA był, jak potem przyznał, żartem. No ale z tego żartu narodziły się dwa najlepsze albumy amerykańskiego multiinstrumentalisty, tak więc rozczarowanie oczywiście było w pełni uzasadnione. Szczególnie, że Sufjan wpadł potem w jakiś rodzaj artystycznej depresji i zdecydowany był na stałe oddać się konceptualnym, instrumentalnym albumom,  porzucając swoje folkowe oblicze. Jasne, „The BQE” było świetne, ale raczej nie rekompensowało nikomu braku następcy „Michigan” i „Illinoise”. Na to się z kolei nie zapowiadało, tak więc nikt o Sufjanie szczególnie nie mówił. Żyliśmy sobie więc jak zawsze, nie wiedząc nawet, że ten nagle zaatakuje zupełnie nową, godzinną EP-ką. Nie instrumentalną, rzecz jasna. Miła niespodzianka, trzeba przyznać. Przecież nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji!</p>
<p>Owa hiszpańska inkwizycja od razu wydaje się jednak strasznie nierówna. Rozpoczynający „All Delighted People” oraz finałowy „Djohariah” to numery, które pod względem aranżacji, konceptu i monumentalności przewyższają nawet najbardziej „progresywne” momenty „Michigan” i „Illinoise”. Reszta to zaś krótkie „mgiełki” i szkice, klimatem nawiązujące do akustycznego „Seven Swans”.  Jest jeszcze rockowa wersja tytułowego kawałka, jednak po usłyszeniu tej właściwiej, ta nie robi już większego wrażenia. Czyli no nierówno. Na szczęście ta nierówność polega na rozłożeniu poziomu na dobry – bardzo dobry – rewelacyjny, więc to takie trochę szukanie dziury w całym z mojej strony. Chociaż słuchając wspominanych dwóch arcydziełek apetyt na więcej zaczyna trochę doskwierać. Ale suma sumarum, to wydawnictwo to taki test, spójność jest tu akurat najmniej ważna. Sufjan wraca i to się teraz liczy. Wraca z szerokim wachlarzem pomysłów na swoje przyszłe albumy. I nie zwiastują one w żadnym wypadku klęski. Jak już wiadomo, „The Age Of Adz” ukaże się w październiku i utworów z „All Delighted People” na nim nie będzie, co dodatkowo podsyca atmosferę oczekiwania na kolejny krok tego niezwykle płodnego muzyka. Stevens, dobrze, że wróciłeś.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2523</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elephant Shoe #11 (Sierpień 2010)</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2562</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2562#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Aug 2010 20:50:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Połeć</dc:creator>
				<category><![CDATA[* magazyn *]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2562</guid>
		<description><![CDATA[And now for something completely different… I tak dobiliśmy do końca wakacji. Co to młodsi smyrają, by zdążyć na pierwszy dzwonek, studenciaki pośpiesznie wracają na sesje poprawkowe, a pozostali&#8230; znikąd nie wracają, bo znowu zapierdalali w harówie całe wakacje! Dobrze, jeśli komu poszczęściło się wyrwać choć na łyk-end na jedną z imprez festiwalowych, z którymi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="Elephant Shoe #11 (Sierpień 2010)" rel="lightbox" href="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/elephant_shoe_11.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-1083" style="margin-left: 5px; margin-right: 5px; margin-top: 0px; margin-bottom: 0px; border: 1px solid #000000;" title="Elephant Shoe #11" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/numer_11.jpg" alt="" width="200" height="283" /></a><strong>And now for something completely different…</strong></p>
<p>I tak dobiliśmy do końca wakacji. Co to młodsi smyrają, by zdążyć na pierwszy dzwonek, studenciaki pośpiesznie wracają na sesje poprawkowe, a pozostali&#8230; znikąd nie wracają, bo znowu zapierdalali w harówie całe wakacje! Dobrze, jeśli komu poszczęściło się wyrwać choć na łyk-end na jedną z imprez festiwalowych, z którymi &#8211; trzeba przyznać &#8211; z roku na rok coraz lepiej. Czasem nawet do tego stopnia, że zostaje tylko rzucać monetą <em>&#8222;Dinosaur Jr. na OFF-ie, czy Hadouken! na Audioriver? Toro Y Moi, czy Four Tet?&#8230;&#8221;</em> (Drodzy Organizatorzy, nie stawiajcie nas łaskawie więcej przed takim dylematem!)</p>
<p>Niemniej to, co się działo między 5 &#8211; 8 sierpnia pod czarnym jak smoła katowickim niebem, przekroczyło najszczersze oczekiwania kogokolwiek. Niechże więc ten desperacki akt lizodupstwa z naszej strony odczytany zostanie nie jako taki, a jako swoisty &#8222;<a href="http://www.elephantshoe.pl/?p=2248">Tribute</a>&#8221; czterech epickich nocy przy dźwiękach śmietanki światowego niezalu na lechickiej ziemii, Amen.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2562</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>OFF Festival 2010</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2248</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2248#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Aug 2010 19:00:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Elephant Shoe</dc:creator>
				<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[special]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2248</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Wybaczcie zwłokę! Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko tyle, że do tej pory nie możemy się otrząsnąć po fantastycznym święcie muzyki alternatywnej. Artur Rojek skorzystał z głupoty mysłowickich radnych i czmychnął ze swym festiwalowym dzieckiem do Katowic. Wyszło to na dobre. Katowice walczące o miano Europejskiej Stolicy Kultury zyskały kolejny poważny atut, a szef fundacji [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.elephantshoe.pl/?p=2248"><img style="border: 1px solid #000000;" title="OFF Festival 2010" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/OFF-Festival-2010.jpg" alt="" width="484" height="125" align="top" /></a><br />
&nbsp;<br />
Wybaczcie zwłokę! Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko tyle, że do tej pory nie możemy się otrząsnąć po fantastycznym święcie muzyki alternatywnej. Artur Rojek skorzystał z głupoty mysłowickich radnych i czmychnął ze swym festiwalowym dzieckiem do Katowic. Wyszło to na dobre. Katowice walczące o miano Europejskiej Stolicy Kultury zyskały kolejny poważny atut, a szef fundacji Independent duże fundusze na zorganizowanie niezapomnianego festiwalu. Off Festival 2010 po raz pierwszy w katowickiej Dolinie Trzech Stawów, po raz pierwszy z taką ilością koncertów, na których znalazło się tylu fantastycznych wykonawców, że &#8211; jakby to ujął Raoul Duke &#8211; pisanie o nich w dziennikarskim stylu nie miało sensu. Mimo to Marcin Bubiński i Tomasz Turski spróbowali.<span id="more-2248"></span></p>
<h2><strong>&#8222;Dzień 0&#8243;</strong></h2>
<p><strong>Ecstatic Sunshine</strong></p>
<p>Mimo, że loop wizualizacji z papierosem trochę nudził, to samo eksperymentowanie Matthew Papicha przy efektach i gitarze robiło wrażenie. Zabawa delay-ami, nakładanie się kolejnych warstw aż do stworzenia kłującej uszy ściany dźwięku. Fakt, pod koniec zrobiło się to już trochę monotonne, ale z tego, co kojarzę, to skończył trochę wcześniej, tak więc o przesycie nie ma mowy. <span style="color: #800000;">(TT) </span></p>
<p><strong>Matmos</strong></p>
<p>O tym, że panowie z Matmos pałają niezwykle pozytywną energią przekonałem się jeszcze przed samym koncertem, kiedy to byłem świadkiem ich rozmowy o budynku Górnośląskiego Centrum Kultury. Gdy wyszli na scenę uczucie to zostało znacznie rozbudowane, ponieważ duet sprawiał tak ciepłe i miłe wrażenie, że pewnie nawet gdyby grali słabo, to bym ich dalej lubił. Ale na szczęście tak się nie stało. Zagrali parę piosenek o niczym, jedną o Montanie (z użyciem przeróżnych piszczałek i zabawek), jedną o Chopinie, jedną z Matthew Papichem. I parę innych, tak w skrócie. Wszystko pięknie wzmacniały psychodeliczne wizualizacje, podczas których panowie wciąż dziergali tam sobie na tych swoich maszynach, a rozciągnięta w fotelach publiczność kontemplowała to wszystko z przyjemnością. <span style="color: #800000;">(TT)</p>
<p></span></p>
<p><span style="color: #800000;"><br />
</span></p>
<p><img style="border: 1px solid #000000;" title="OFF Festival 2010" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/OFF-Festival-2010-dzien_1.jpg" alt="" width="484" height="125" align="top" /><br />
&nbsp;<br />
<strong>Kim Nowak</strong></p>
<p>&#8222;Hajpmaszin&#8221; działa. Pod sceną MBanku tłumy. Ja wybrałem się tylko po to, aby sprawdzić, czy poza ogólną podjarką kilku środowisk jest coś więcej&#8230; Jest! Materiał zaprezentowany przez nowy projekt braci Waglewskich świetnie się sprawdza w warunkach koncertowych. Surowe rock &amp; rollowe granie rozbujało publikę. A ja dawno nie słyszałem tak dobrego riffu made in Poland, jaki Michał Sobolewski zaserwował w piosence &#8222;Szczur&#8221;.<span style="color: #800000;"> (MB)</span></p>
<p><strong>Newest Zealand</strong></p>
<p>Otwierający scenę offesywną koncert Borysa i spółki mógł być jawną próbą oszukania czasu. No bo wiadomo – wczesna godzina 15:00, to ludzie ani przesadnie nie szaleją w okolicach barierek, ani nie stoją zasłuchani bezgranicznie w występujący akurat band. W tym wypadku coś jednak było na rzeczy, a mianowicie mająca się ukazać niebawem płyta tego w miarę świeżego projektu. Staliśmy więc i uważnie słuchaliśmy. Wszystko ładnie i pięknie, ale cholera.. Szkoda, że jednak w kolejności koncert – płyta. Bo były i dobre melodie, i dobre hooki, ale (przynajmniej mnie) brakowało pewnego osłuchania z tym wszystkim. Stąd też pewnie najlepiej zapamiętanymi momentami występu pozostają dla mnie znane wcześniej „Yours Sincerely” oraz „As Sure As Sunrise”. Jakby nie było, jestem pozytywnie nastrojony przed albumem, także zadanie chyba wykonane. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Toro y Moi</strong></p>
<p>Koncert odbył się namiocie Offensywy. Wilgotność powietrza &#8211; 80%, gdy na scenie pojawił się Chazz z zespołem siegąła chyba 100%. Występ fantastyczny, świetne  funkowe aranżacje utworów z bardzo dobrej płyty &#8222;Causers of This&#8221; i Chazz Bundick operujący zza swojej konsolety dźwiękami, które rozbujały cały namiot. Atmosfera była tak gorąca, że muzycy wyszli na bis. To był pierwszy koncert Toro y Moi w Europie. Zapewne jeszcze do nas wrócą. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Tin Pan Alley</strong></p>
<p>Był to mój trzeci albo czwarty koncert TPA, tak więc materiał był mi już dobrze znany. I w sumie wszystko odbyło się bez zaskoczeń. Trochę przeszkadzało prześwitujące słońce (zdecydowanie polecam TPA w klubie) i słabo nagłośniona w niektórych kawałkach gitara, ale pozycja jednego z ciekawszych polskich debiutów roku  2010 została obroniona. Co ciekawe, obok piosenek z debiutu muzycy posiadają też (coraz większą) armię nowych, równie dobrych kawałków. Miejcie się więc na baczności, jeszcze o nich usłyszymy. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Black Heart Procession</strong></p>
<p>Fakt, iż większość wybrała przehajpowanych The Horrors sprawił, że był to bardzo kameralny koncert. Na scenie pojawili się tylko dwaj muzycy BHP &#8211; Pall Jenkins i Thomas Nathaniel. Jeden z nich zasiadł przed fortepianem, drugi stanął za mikrofonem, to wystarczyło by stworzyć bardzo piękną i nastrojową atmosferę. Nic poza klimatem, artystami, muzyką i publicznością. Jeden z tych występów, podczas których to muzyka przemawia za wszystko i nic więcej do szczęścia nie potrzeba. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Cieślak i Księżniczki</strong></p>
<p>Obecność Cieślaka w jakimkolwiek projekcie to swego rodzaju znak jakości. I tym razem nie było inaczej, choć koncert niestety skutecznie zagłuszany był przez grających w tym czasie na scenie głównej braci Waglewskich. O kameralny nastrój było więc dość ciężko, ale nie stanowiło to przeszkody w pozytywnym odbiorze całości. Szczególnie przy, jak zwykle, wysokim poziomie kompozycji Maćka.<span style="color: #800000;"> (TT) </span></p>
<p><strong>The Psychic Paramount</strong></p>
<p>Pierwsze poważne zniszczenie tego dnia festiwalu. No, może liczyłem na troszeczkę większy rozpierdol, ale i tak uszy aż pulsowały od ilości decybeli. Muzycy nie bawili się w żadne przebieranki, skakanie czy inne takie. Przyjechali, dali głośny koncert i tyle. Sprawiali wrażenie, jakby w ogóle nie zwracali uwagi na obecną w namiocie publiczność. Chyba nawet nie mieli żadnego mikrofonu. Ale czy kogoś to obchodziło?<span style="color: #800000;"> (TT)</span></p>
<p><strong>Art Brut</strong></p>
<p>Przepraszam, czy to nie byli przypadkiem Pixies? Kobieta grająca na basie, wokalista nie umiejący śpiewać i surowe choć melodyjne piosenki&#8230; Skojarzenia, jak najbardziej trafne, ponieważ ich debiut wyprodukował Franck Black. A poza tym, to świetny kontakt z publicznością, niewyczerpane pokłady pozytywnej energii. Po prostu, to był bardzo dobry koncert. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>The Horrors</strong></p>
<p>Szczerze mówiąc to nie bardzo mi ci cali The Horrors tam pasowali. Do offowości raczej im daleko, a i też swoją nieoffowością nigdy mnie jakoś nie przekonywali. No ale, że „Primary Colours” było jednak dość przyjemne, postanowiłem wybrać ich zamiast grających w namiocie offensywnym The Black Heart Procession. No i cóż, pewnie ludzie szalejący lub nawet stojący pod samą sceną odebrali ów występ pozytywnie. Mnie natomiast kompletnie nie porwał. Nawet moje dwa ulubione numery wypadły jakoś tak blado, bez emocji. W dodatku miałem wrażenie, że ktoś przesadził z nagłośnieniem, bo miejscami robiła się z tego prawdziwa ściana dźwięku i ciężko było z początku zorientować się, co grają. A szkoda, bo soundman (check-check-check-yeah man, jak kto woli) wyjątkowo się starał.<span style="color: #800000;"> (TT)</span></p>
<p><strong>Lenny Valentino</strong></p>
<p>Pierwszy wielki headliner. No tak, wszyscy mówią, że magia, wzruszenie, łzy&#8230; Nie wiem, dla mnie to była po prostu mistrzowsko odegrana, mistrzowska płyta. Magii niestety nie odczułem, chociaż przy „Chłopcu z plasteliny” i odświeżonej, bardziej eksperymentalnej wersji „Dla taty” o bezdech było blisko. Koncert właściwie nazwałbym „Lenny Valentino gra Uwaga! Jedzie tramwaj!”. Czyli brak jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Spoko panowie, było świetnie, ale jechanie tyle lat na jednym albumie prędzej czy później (teraz już chyba to drugie) zakończy się osłabieniem legendy, jaką jest projekt Lenny Valentino. A byłoby szkoda.<span style="color: #800000;"> (TT)</span></p>
<p><strong>Tindersticks</strong></p>
<p>Jak bardzo ten koncert nie pasował do festiwalu opanowanego przez kolorową indie młodzież, pokazała frekwencja. Ale to nawet pomogło w odbiorze niezwykle nastrojowej muzyki, serwowanej przez Brytyjczyków. A usłyszeć głos Staplesa na żywo &#8211; bezcenne! <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><strong>A Place To Bury Strangers</strong></span></p>
<p><span style="color: #000000;">W namiocie było prawie ciemno, tylko jakieś skromne światełka prześwitywały przez gęsty dym. A gdy wyszli to się zaczęło. Myślałem, że The Psychic Paramont, mimo wszystko, dadzą koncert głośniejszy i mocniejszy. Nic podobnego. APTBS dali nie tylko najmocniejszy występ drugiego dnia festiwalu, ale chyba też całego Off-a. Co tam się działo, kurwa! Czy gitarzysta w ogóle zagrał coś na gitarze? Czy chociaż raz zespół oderwał się od obłędnego tańca szaleńców? Nie wiem. Było tak głośno, że nic nie widziałem.<span style="color: #800000;"> (TT) </span><span style="color: #000000;"><strong> </strong></span></span></p>
<p><strong>Trans AM</strong></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="color: #000000;">Czysta ciekawość połączona z wielką nadzieją na zajebisty gig zaowocowały siedzącym we mnie do teraz, głębokim przeżyciem. No kurwa! Wygadany, „horny”  perkusista, psychodeliczny wokalista, idealne połączenie rockowej napierdalanki z klawiszowymi, transowami pasażami. W dodatku spora część materiału pochodziła z tegorocznego „Thing”, które przecież rozwala system.  Nawet basista The Psychic Paramount kręcił wideo komórką. Nawet on doznał! <span style="color: #800000;">(TT)</span><span style="color: #800000;"><br />
</span></p>
<p></span></p>
<p><span style="color: #800000;"><br />
</span></p>
<p></span></p>
<p><img style="border: 1px solid #000000;" title="OFF Festival 2010" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/OFF-Festival-2010-dzien_2.jpg" alt="" width="484" height="125" align="top" /><br />
&nbsp;<br />
<strong>FM Belfast</strong></p>
<p>Jedyną niewiadomą było ilu gości zaproszą na swój występ artyści z Islandii. Okazało się, że tylko jednego. Reszta jest znana. Fantastyczne show, świetny kontakt z publiką &#8211; wspólne tańce, zrzucanie z siebie garderoby i&#8230;muzyka &#8211; taneczny indie pop, od którego namiot Offensywy pękał w szwach. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Muchy</strong></p>
<p>&#8222;Notoryczni debiutanci&#8221; to dla mnie katastrofa, postanowiłem dać im jednak szansę. Nie było najgorzej. Wiraszko złapał niezły kontakt z publiką, a materiał z nowej płyty zabrzmiał lepiej niż w wersji studyjnej&#8230; I w zasadzie co więcej można powiedzieć? Muchy to zespół dość przeciętny, mają za to dobrych PR&#8217;wców, którzy wykreowali ich na nadzieję polskiej alternatywy. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Pustki</strong></p>
<p>Mimo wczesnej pory (16:10-16:50), zgromadzili całkiem spory tłumek. Pojawiały się wszystkim znane numery, Radek pięknie wywijał na gitarze, Basia z chorym gardłem również przechodziła samą siebie. Ludziom się podobało, Pustkom podobno też, tak więc wszystko dobrze i szczęśliwie. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Mitch And Mitch With Their Incredible Combo</strong></p>
<p>Ktoś nie znający wcześniej tej formacji zapewne zastanawiał się o co chodzi. Goście, którzy na planie zapisani byli jako reprezentanci ONZ lub NFZ, gadający po angielsku i włosku, wypatrujący w trakcie występu (dosłownie, w samym środku kawałka) samolotów. Goście, których wielce zdziwiło to, że są w Polsce („Poland? Oh! I forgot we’re in Poland..”), grający koślawy marsz żałobny Chopina i sypiący różnymi konferansjerskimi komentarzami z pogranicza kabaretu. No i oczywiście kapitalna muzyka, której techniczne wykonanie również budziło szczery podziw. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Tunng</strong></p>
<p>Największe zaskoczenie in plus tegorocznego Off&#8217;a. Nie są u nas zbyt znani w kręgach alternatywnych, jednakże ogrom pozytywnej folkowej energii z elektronicznymi ozdobnikami, bijącej z ich muzyki, na pewno przysporzy im wielbicieli w Nadwiślańskim Kraju. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Hey</strong></p>
<p>Moim zdaniem, jest to zespół nie pasujący do Off&#8217;a. Od początku byli znani, sprzedawali dużo płyt. Jednakże po ostatniej płycie, próbuje się ich wcisnąć w kręgi szerzej znanej alternatywy. Modne ciuszki Nosowskiej, nowa płyta, brzmiąca nowatorsko, jak na polskie realia&#8230; Jednakże koncert niezły, wersje piosenek z &#8222;Miłość, Uwaga&#8230;&#8221; brzmią bardziej organicznie niż na albumie &#8211; więcej gitar niż elektroniki, ciekawa scenografia i Kasia &#8222;przepraszam, że żyję&#8221; Nosowska. Było spoko, ale żadnych spazmatycznych zachwytów być nie może. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Archie Bronson Outfit</strong></p>
<p>Szczerze mówiąc to nie wiem co sądzić o tej formacji. Dziwnie przebrani goście dali dobry, głośny koncert. Wszystko ocierało się o stylistykę retro rocka a wokalista miał bardzo interesującą barwę głosu. Niby wszystko ładnie, pięknie. Ale to raczej muzyka, która lepiej wypada na żywo niż podczas słuchania w domu. Duża transparentność materiału sprawiała, że, poza miło spędzonym czasem, ani razu nie poczułem się jakoś super czy coś. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Dinosaur Jr.</strong></p>
<p>W sumie to same tytuły niektórych utworów wystarczyłyby do odgadnięcia czy było dobrze, czy nie. „Fury Little Things”, „Get Me”, „Pieces”,  „Over It”, „Freak Scene”, „In A Jar”. I dużo, dużo więcej. Czy to nie mówi samo za siebie? Do życzenia pozostaje co prawda kontakt Mascisa z publicznością, ale być może to kwestia charakteru a nie jakiegoś negatywnego nastawienia. Chociaż Barlow sprawiał wrażenie dokładnie odwrotne, więc może jednak..? Nieważne. Liczyła się przecież tylko muzyka. Żadnego konfetti, baloników, skakania ze wzmacniaczy (swoją drogą, musiałoby to wyglądać dość ciekawie). Trzech gości w średnim wieku, przekrój przez cały okres swojej bujnej kariery, energia wystarczająca do nakarmienia licznego tłumu pod główną sceną. Mój koncert numer 2 festiwalu. <span style="color: #800000;">(TT)</span><br />
<strong> </strong></p>
<p><strong>Mew</strong></p>
<p>Na tym koncercie był jeden aspekt, wzbudzający moją ciekawość. Chodzi o tancerza, pląsającego sobie po scenie wśród muzyków. Identyczny patent wykorzystywali legendarni The Smiths, w początkach swej działalności, by (uwaga!) przyciągnąć publiczność homoseksualną. Jakieś analogie? Tego nie wiem. A poza tym koncert naprawdę bardzo dobry. Kolaż indie z prog rockiem &#8211; to było granie na emocjach. Niektóre momenty pieściły uszy w takim stopniu, że można było oderwać się od ziemi. <span style="color: #800000;">(MB)</span></p>
<p><strong>Lali Puna</strong></p>
<p>Podczas festiwali zdarzają się sytuacje, gdy trzeba iść na jakiś koncert z powodu braku ciekawszych zajęć. Dopadło mnie to pod koniec drugiego dnia . Na Scenie Leśnej o 1.20 pojawiła się kobieta o azjatyckich rysach, ubrana w czerwoną kurtkę i dżinsową spódnicę zasłaniającą kolana, wraz ze swoimi kolegami z zespołu. Valerie Trebeljahr pieściła swym delikatnym głosem zbolałe uszy, po potężnej ścianie dźwięku zaserwowanej przez Dinosaur Jr. No i tyle&#8230; Tak minął dzień, wieczór i noc, drugiego dnia.<span style="color: #800000;"> (MB)</p>
<p></span></p>
<p><span style="color: #800000;"><br />
</span></p>
<p><img style="border: 1px solid #000000;" title="OFF Festival 2010" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/OFF-Festival-2010-dzien_3.jpg" alt="" width="484" height="125" align="top" /><br />
&nbsp;<br />
<strong>Bear In Heaven</strong></p>
<p>Ich ostatnia płyta nie do końca mnie przekonywała. Słuchałem jej kilka razy i nie wzbudziła ona u mnie entuzjazmu. Dlatego też wahałem się, czy iść na ich koncert. Dobrze, że jednak poszedłem. Wspaniałe, tłuste, psychodeliczne rytmy pobudziły wszystkich zebranych. Warto też nadmienić o wspaniałej atmosferze stworzonej przez zespół i publiczność. Wyglądało to bardziej , jak spotkanie bractwa szukającego  innych stanów świadomości przy pomocy muzyki, aniżeli koncert rockowy.<span style="color: #800000;"> (MB)</span></p>
<p><strong>Ed Wood</strong></p>
<p>Wsadzenie chłopaków z Ed Wooda na godzinę 15:00 na główną scenę to jakieś nieporozumienie. To tak jakby The Flaming Lips (którym to Ed Wood pożyczyli cały sprzęt) dać na 14:00 do namiotu eksperymentalnego. Ale na szczęście dobry rozpierdol zawsze się obroni. Zaczęli w dwójkę, potem grali w trójkę, żeby ostatecznie zakończyć występ jako kwartet. Brawa dla Twixa, który niczym piąta kolumna, zza barierek przedostał się do szalejących pod sceną ludzi. Nie zabrakło również rytualnego tańca z (nieśmiertelną chyba) gitarą na scenie. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Kyst</strong></p>
<p>Na występie Kyst czułem się jak na jakiejś imprezie w ogródku, podczas której paru kumpli nagle bierze instrumenty i zaczyna grać. Nie czułem żadnego dystansu pomiędzy zespołem a publicznością. Kyst nie robili z siebie żadnej gwiazdy i to zdecydowanie na plus. Muzycznie bardziej podobał mi się ich koncert w bydgoskim Mózgu parę miesięcy temu, ale i teraz się dobrze obronili. Jako trio (wspomagał ich Niemiec w śmiesznej masce) dali trochę nierówny, ale zdecydowanie miły dla ucha koncert. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><strong>Casiokids</strong></p>
<p>Wiadomo było, że będzie głośno, tanecznie i zabawnie&#8230; I było!<span style="color: #800000;"> (MB)</span></p>
<p><strong>No Age</strong></p>
<p>Zgrzyt, krzyk, łomot i zamęt. Prawdziwa wixa w stylu lo-fi. Już na samym początku chłopaki z No Age podzielili (Koledzy z &#8222;Gazety Wyborczej&#8221; nie troskajcie się, w tym słowie naprawdę nie ma nic złego) publiczność na tych, którzy dostali przy tej muzyce ekstazy oraz na nie mających pojęcia co się dzieję. Świetny koncert! A i tak wszyscy tylko Flaming Lips i Flaming Lips&#8230;<span style="color: #800000;"> (MB)</span></p>
<p><strong>Happy Pills</strong></p>
<p>Mimo, iż moje pojawienie się na koncercie Happy Pills pełniło raczej funkcję odpoczynkowo-poznawczą, to nie stanowiło to absolutnie żadnej przeszkody do przeżycia bardzo miłego zaskoczenia. Bo był to chyba jeden z lepszych popowych występów tegorocznego Offa. Materiał z „Retrosexual” naprawdę świetnie sprawdził się na żywo, a grupa wyraźnie czerpała przyjemność z tego, co właśnie robi. <span style="color: #800000;">(TT) </span></p>
<p><strong>The Tallest Man On Earth</strong></p>
<p>Wielkie odkrycie sprzed 2 lat, Szwed Kristian Mattson, był jedną z moich największych nadziei na tegorocznej edycji Offa. Co tu kryć nie zawiodłem się. Namiot eksperymentalny wypełniony był po brzegi, a muzyk okazał się być niezwykle ciepłym i sympatycznym człowiekiem, co dodatkowo budowało genialną atmosferę wśród zgromadzonych. Nawet zwykłe zakładanie nowej struny w gitarze było w wykonaniu Mattsona tak czarujące, że nie dało rady się nie uśmiechnąć. Kolejne owacje jeszcze bardziej wzmacniały jego poczucie akceptacji, co z kolei wyraźnie odbijało się na jakości występu. Po wszystkim, bez żadnego dystansu, wyszedł aby porozmawiać z pozostałą w namiocie garstką ludzi. Biada tym, którzy w tym czasie wybrali grających na Scenie Leśnej headlinerów każdych Juwenalii, czyli Lao Che.<span style="color: #800000;"> (TT)</span></p>
<p><strong>The Raveonettes</strong></p>
<p>Potwierdziło się, że Sharin Foo to naprawdę piękna kobieta, a poza tym&#8230; Dla mnie prawdę mówiąc niewiele. Trudno mi sobie przypomnieć chociażby moment, który mógłby mnie pozytywnie zaskoczyć. Wiadomo&#8230; Trudno było się skupić!<span style="color: #800000;"> (MB)</span></p>
<p><span style="color: #000000;"><strong>Shearwater</strong></span></p>
<p><span style="color: #000000;">Shearwater, mimo, że obracają się w offowych kręgach, zawsze bardziej kojarzyli mi się z art rockiem. I być może nie tylko mi, bo koncert frekwencją nie powalał (bez trudu można było przedrzeć się pod same barierki). Grające w tym samym czasie w namiocie offensywnym panie z Dum Dum Girls przyciągnęły raczej liczniejszą publiczność. Nie szkodzi. Muzycznie i technicznie koncert był genialny. Szczególnie padam na kolana przed Jonathanem Meiburgiem, który powalał skalą i mocą głosu. Pojawiło się sporo numerów z ostatnich „Golden Archipelago” i „Rook”, tak więc i pod tym względem nie narzekałem. Niestety, coś za coś. Odniosłem wrażenie, że muzykom się na scenie trochę nudzi. Brakowało jakiejś szczególnej chemii, nie wiem, lepszego kontaktu między grupą a widzami. A szkoda, bo gdyby owa się pojawiła, mielibyśmy do czynienia z jednym z lepszych występów festiwalu.<span style="color: #800000;"> (TT)</span></span></p>
<p><span style="color: #800000;"> </span><span style="color: #000000;"><strong>The Flaming Lips</strong></span></p>
<p><strong> </strong>Co można powiedzieć o koncercie, o którym każdy już pisał / mówił? Raczej nie będę oryginalny jeżeli powiem, że show The Flaming Lips śmiało wykraczało poza muzykę. Jeszcze przed samym początkiem Coyne i techniczni skutecznie podsycali atmosferę, robiąc ze sceny zdjęcia, machając do ludzi itd.. A potem? Potem wszyscy zostaliśmy zabrani na inną planetę. Planetę, na której z nieba spada konfetti, a w powietrzu fruwają różnokolorowe balony. Planetę w kolorze pomarańczowym, po której powierzchni poruszają się stwory takie jak wielki niedźwiedź, zielony kosmita czy dziwny człowiek o wielkich, laserowych rękach. The Flaming Lips zafundowali nam pełny, narkotykowy odjazd bez narkotyków. Coyne musiał dobrze przestudiować podręcznik „Jak skutecznie zdobyć publiczność?”. Jeśli taki w ogóle istnieje. Gdy w swojej wielkich kuli przetaczał się po publiczności, nie było chyba pary rąk która by nie wyczekiwała jakiegokolwiek kontaktu z nim. Nawet ci pozornie oddaleni od samego epicentrum liczyli pewnie na to, że w jakiś kosmiczny sposób górne kończyny ulegną rozciągnięciu i zdołają opleść ukrytego w plastiku Wayne’a. Kto wie, w obliczu tego co tam się działo, wszystko było możliwe. A muzycznie? Głównie „Embryonic”, trochę „At War With The Mystics”, trochę „Yoshimi”, jeden numer ze starszych lat („She Don’t Use Jelly”, padam na kolana).  Nierzadko muzycy znacznie rozwijali płytowe wersje, poszerzając się o psychodeliczne jamy („Silver Trebling Hands”) czy epickie granie na emocjach („Do You Realize?”). Pewnie mógłbym tak długo i długo, ale nie o to chodzi. Kto tam był, kto kocha muzykę The Flaming Lips, ten wie dokładnie o co mi chodzi. I pewnie jak ja, do dziś nie może się otrząsnąć.<span style="color: #800000;"> (TT) </span><span style="color: #000000;"><strong> </strong></span></p>
<p><strong>Philip Jeck</strong></p>
<p>Taki muzyczny rozchodniaczek. Ale za to jaki! Zmęczenie + przepiękne tekstury Jecka wywoływały u mnie przeróżne wizje. Zamykając oczy traciłem kontakt z rzeczywistością. Nie stałem w namiocie w jakimś katowickim parku, tylko.. Nie wiem, sam nie wiem gdzie. To tak jak w jakimś pięknym śnie, gdy ostatnie momenty są najbardziej realne i szczegółowe. Niestety, po nich następuje także nieubłagane przebudzenie.. W tym wypadku oznaczało ono nieubłagany koniec. Wielkie brawa, zejście ze sceny, koniec. Koniec Offa. <span style="color: #800000;">(TT)</span></p>
<p><span style="color: #000000;"></p>
<p></span></p>
<p><span style="color: #000000;"></p>
<p></span></p>
<p><span style="color: #000000;"></p>
<p></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="color: #800000;"><span style="color: #000000;">Swoimi wrażeniami podzielili się:<br />
</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="color: #800000;">(MB)<span style="color: #000000;"> Marcin Bubiński</span><br />
</span></span><span style="color: #000000;"><span style="color: #800000;">(TT)<span style="color: #000000;"> Tomasz Turski </span></span></span></p>
<p></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2248</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Arcade Fire &#8211; The Suburbs</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2479</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2479#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Aug 2010 08:53:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Bubiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[albumy]]></category>
		<category><![CDATA[alternative rock]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2479</guid>
		<description><![CDATA[:: Wydawca: Merge :: Ocena: 5,9 :: myspace Trzy lata w muzyce to dużo, szczególnie w sferze indie, w której cały czas szuka się nowych idoli. Już niejednego wykonawcę/zespół zdążono wynieść pod niebiosa i zmieszać z błotem. Koszule już nie rozpięte na trzy pierwsze guziki, a zapięte do końca. Już nie czarne Conversy, a kolorowe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #808080;"><a href="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/Arcade-Fire-The-Suburbs.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2494" style="border: 1px solid black; margin: 0px 5px;" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/Arcade-Fire-The-Suburbs.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>:: Wydawca:</span> <span style="color: #808080;"><strong>Merge</strong></span><br />
<span style="color: #808080;">:: Ocena:</span> <span style="color: #808080;"><strong>5,9</strong></span></p>
<p>:: <a href="http://www.myspace.com/arcadefireofficial">myspace</a></p>
<p>Trzy lata w muzyce to dużo, szczególnie w sferze indie, w której cały czas szuka się nowych idoli. Już niejednego wykonawcę/zespół zdążono wynieść pod niebiosa i zmieszać z błotem. Koszule już nie rozpięte na trzy pierwsze guziki, a zapięte do końca. Już nie czarne Conversy, a kolorowe trampki i oldschoolowe Nike. Nie swetry w paski, a kardigany&#8230;.</p>
<p>Właśnie trzy lata minęły od &#8222;Neon Bible&#8221;, ostatniego studyjnego wydawnictwa Arcade Fire. Kanadyjczycy są zespołem niezwykle ważnym dla pokolenia Post New Rock Revolution. Są chyba jedną z niewielu kapel, którym udało się przebić do mainstreamowej świadomości, nie tracąc przy tym estymy w środowiskach niezależnych. To oni nagrali (wg wielu różnych opinii) ostatnią naprawdę wielką rockową płytę, jaką była &#8222;Funeral&#8221;. Także im wróżono wielką karierę, mieli lada dzień wejść na stadiony i zdetronizować U2, a w panteonie rockowych instytucji szykowano im miejsce gdzieś pomiędzy Radiohead, Coldplay i U2 właśnie. Były też wspaniałe piosenki, mogące rozbujać wielotysięczną publiczność na największych obiektach koncertowych świata. Jednakże trzeba przyznać, że &#8222;Neon Bible&#8221; choć złym albumem nie jest, to jednak w odniesieniu do &#8222;Funeral&#8221; malowała się porażką. Tak więc czy Kanadyjczykom udało się uciec od balansowania na granicy nudy i wzbić na poziom debiutu?</p>
<p>Przede wszystkim dojrzeli. Win Butler lepiej śpiewa. Piosenki są lepiej zaaranżowane, dzięki  dobrej, gęstej produkcji. Lirycsy też jakieś takie poważniejsze niż na poprzednich albumach, gdzie dominowały młodzieńczy smutek, bunt, nieporadność i naiwność. Brzmienie natomiast wiele się nie zmieniło. Pozostało to, za co ich lubimy, wzbogacone tym co było przez ostatnie trzy lata modne. Mozaikowe brzmienie klawiszy, przestrzenne, pastelowe gitary, melancholijne smyczki zmiksowane z tanecznymi syntezatorami, elektronicznym groovem. Najwidoczniej słuchali Cut Copy, Hot Chip i Klaxons. Można także się doszukać romansu z onirycznymi dream popowymi melodiami spod znaku Beach House i Asobi Seksu. I wszystko byłoby ok, gdyby tym inspiracjom, towarzyszył jakiś motyw przewodni, dobry koncept spajający te składniki w ciekawe piosenki. Po prostu zabrakło dobrego songwritingu, sprawiającego że ciekawe z początku melodie nie przechodzą później w nudną papkę. Trudno także doszukać się killerów, songów wgniatających w ziemię, nie pozwalających zaczerpnąć powietrza. Na &#8222;Funeral&#8221; i &#8222;Neon Bible&#8221; takie były, wystarczy wspomnieć &#8222;Wake Up&#8221; i &#8222;Intervention&#8221;. Przykro to mówić, ale Arcade Fire są już chyba jedną nogą w panteonie niespełnionych talentów(czyli całkiem inaczej niż miało być). Po &#8222;The Suburbs&#8221; zdecydowanie bliżej im tam niż do przejęcia miana największego zespołu świata. Choć może (na co warto zwrócić uwagę) nigdy nie zabiegali o ten tytuł, tylko kilku dziennikarzy przypięło im taką łatkę. Z bólem trzeba stwierdzić, że tej formacji starczyło pary na tylko jedną wybitną płytę.</p>
<p>Szesnaście nowych piosenek formacji z Montrealu, to kolejny koronny dowód na to, iż zespół obwołany zbyt wcześnie nadzieją rocka, może najzwyczajniej temu mianu nie podołać. Tragedii niby nie ma, po prostu zabrakło na tym albumie pomyślunku, spokoju i chłodnego spojrzenia. Czy są jakieś przesłanki ku temu, aby czwarta płyta nie rozczarowywała? Pewnie tak, aczkolwiek to miało już nastąpić przy okazji &#8222;The Suburbs&#8221;, która miała zmazać wrażenie niedosytu po &#8222;Neon Bible&#8221;. Jedno jest pewne &#8211; palmę pierwszeństwa w kanadyjskim alternatywnym rocku przejmują Broken Social Scene!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2479</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>MerC &#8216;N CeZik &#8211; Forfiter Blues</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2466</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2466#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 12:38:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michał Chmielewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[single]]></category>
		<category><![CDATA[a capella]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[cover]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2466</guid>
		<description><![CDATA[Aligatory to wredne predatory. Przekonał się o tym jeden z naszych polskich braci na obczyźnie, przekonał się o tym i Czarek Nowak, znany bardziej jako CeZik. Cezik udziela się w bandzie Hadrony, przeszedł drogę promocji w TVN-owskiej ramówce, gdzie zyskał sympatię śpiewaniem a capella kapsw an. Relacja anonimowego dokarmiacza dzikich aligatorów z Illinois zainspirowała CeZika [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-full wp-image-2470" style="border: 1px solid black; margin-left: 5px; margin-right: 5px;" title="CeZik" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/Cezik.jpg" alt="" width="200" height="200" /></p>
<p>Aligatory to wredne predatory. Przekonał się o tym jeden z naszych polskich braci na obczyźnie, przekonał się o tym i Czarek Nowak, znany bardziej jako CeZik.</p>
<p>Cezik udziela się w bandzie <a href="http://www.myspace.com/hadrony" target="_blank">Hadrony</a>, przeszedł drogę promocji w TVN-owskiej ramówce, gdzie zyskał sympatię śpiewaniem a capella kapsw an. Relacja anonimowego dokarmiacza dzikich aligatorów z Illinois zainspirowała CeZika i jego kompana MerCa do nagrania rekonstrukcji tych drastycznych wydarzeń. Znakomicie odwzorowany ciąg wydarzeń &#8211; jest <em>szwagier</em>, jest <em>gary muw aut</em>, jest <em>ajm gona giwem a ciken</em>, no i jest aligator we własnej osobie. Efekt porażający. Pozytywnie.</p>
<p>Kolejność odtworzenia: najpierw <a href="http://www.youtube.com/watch?v=wzCaowoZg_A" target="_blank">relacja wujka z Illionois</a>, potem dopiero:</p>
<p>Posłuchaj: <a href="http://www.youtube.com/watch?v=1b0uomM9z0g" target="_blank">MerC &#8216;N CeZik &#8211; Forfiter Blues</a></p>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow: hidden;">
<p>Aligatory to wredne predatory. Przekonał się o tym jeden z naszych</p>
<p>polskich braci na obczyźnie, przekonał się o tym i Czarek Nowak,</p>
<p>znany bardziej jako CeZik.</p>
<p>Cezik to udzielający się w bandzie Hardony, wypromowany w TVN-owskiej ramówce śpiewaniem a capell kapsw an zyskał masową sympatię widzów</p>
<p>Relacja anonimowego dokarmiacza dzikich aligatorów z Illinois</p>
<p>zainspirowała CeZika i jego kompana MerCa do nagrania rekonstrukcji</p>
<p>tych drastycznych wydarzeń. Znakomicie odwzorowany ciąg wydarzeń -</p>
<p>jest szwagier, jest gary muw aut, jest aj gona giwem a ciken no i</p>
<p>jest aligator. Efekt porażający. Pozytywnie.</p>
<p>Kolejność odtworznenia: najpierw relacja wujka z Illionois, potem CeZik i MerC.</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2466</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Veronica Falls &#8211; Beachy Head</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2406</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2406#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Aug 2010 10:00:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Bubiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[single]]></category>
		<category><![CDATA[indie rock]]></category>
		<category><![CDATA[lo-fi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2406</guid>
		<description><![CDATA[Jak słaba była ostatnio szeroko pojęta scena brytyjska &#8211; wiemy wszyscy. Stare gwiazdy z lat 90. i przełomu 90/00 zawodziły w minionej dekadzie. Młodzi natomiast, okazywali się jedynie marnymi epigonami, sztucznie wykreowanymi na godnych następców starej gwardii. Aczkolwiek poprzedni rok przyniósł kilka witalnych debiutów, które z nadzieją pozwalają patrzeć w przyszłość. Nawet cienko przędący w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/Veronica-Falls1.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2423" style="border: 1px solid black; margin: 0px 5px;" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/Veronica-Falls1.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a>Jak słaba była ostatnio szeroko pojęta scena brytyjska &#8211; wiemy wszyscy. Stare gwiazdy z lat 90. i przełomu 90/00 zawodziły w minionej dekadzie. Młodzi natomiast, okazywali się jedynie marnymi epigonami, sztucznie wykreowanymi na godnych następców starej gwardii. Aczkolwiek poprzedni rok przyniósł kilka witalnych debiutów, które z nadzieją pozwalają patrzeć w przyszłość. Nawet cienko przędący w latach muzycznego kryzysu Londyn doczekał się godnego reprezentanta w postaci The XX. Już niedługo do grona chlub stolicy ma szansę dołączyć zespół Veronica Falls. Jak na razie nie zdołali wydać dużej płyty. &#8222;Beachy Head&#8221; to ich trzeci singiel. Odsłuch tej pozycji tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że nawiązania do muzyki lat 80. już niedługo będą passé. Teraz czas na lata 60. Można to doskonale zauważyć po tym, co jest teraz modne &#8211; Ariel Pink&#8217;s Haunted Graffiti i chillwave, który śmiało można nazwać psychodelią XXI wieku. Veronica Falls także czerpie pełnymi garściami z tamtej epoki. Surowe gitary przypominające The Kinks i wokale układane w sposób, w jaki robiła to Maureen Tucker, gdy przejmowała mikrofon w Velvet Underground. A wszystko to wyprodukowane za pomocą analogów, aby nadać odpowiedni klimat, jaki miały płyty z lat 60. Takie jakby pre lo-fi. Jedyne co muszą poprawić to songwriting, bo pomimo niezłego pomysłu na piosenkę, ten singiel nie porywa, nie rzuca na kolana. Jeśli to zrobią, to na pewno pojawi się dla nich kontrakt i zrobią sobie sesję w &#8222;Q&#8221; albo &#8222;NME&#8221;.</p>
<p>Posłuchaj: <a href="http://www.youtube.com/watch?v=4WY-Iin7P_w">Veronica Falls &#8211; Beachy Head</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2406</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tunng &#8211; &#8230;And Then We Saw Land</title>
		<link>http://www.elephantshoe.pl/?p=2389</link>
		<comments>http://www.elephantshoe.pl/?p=2389#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Aug 2010 10:00:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Turski</dc:creator>
				<category><![CDATA[albumy]]></category>
		<category><![CDATA[folktronica]]></category>
		<category><![CDATA[indie folk]]></category>
		<category><![CDATA[indie pop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.elephantshoe.pl/?p=2389</guid>
		<description><![CDATA[:: Wydawca: Full Time Hobby :: Ocena: 6,3 :: www / myspace Głównym zadaniem Off Festiwalu było prezentowanie ludziom mniej lub bardziej off-owych zespołów, które tworzyły, tworzą, bądź dopiero będą główną siłą niezalowej (i nie tylko) sceny. I może sobie taki widz dokładnie zbadać, co to ciekawego się w danym roku pojawi i na co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-full wp-image-2391" style="border: 1px solid black; margin: 0px 5px;" src="http://www.elephantshoe.pl/wp-content/uploads/2010/08/tunng-and-then-we-saw-land.jpg" alt="" width="200" height="200" /><span style="color: #808080;">:: Wydawca: <strong>Full Time Hobby</strong><br />
:: Ocena: <strong>6,3</strong></span></p>
<p>:: <a href="http://www.tunng.co.uk/" target="_blank">www</a> / <a href="http://www.myspace.com/thisistunng" target="_blank">myspace</a></p>
<p>Głównym zadaniem Off Festiwalu było prezentowanie ludziom mniej lub bardziej off-owych zespołów, które tworzyły, tworzą, bądź dopiero będą główną siłą niezalowej (i nie tylko) sceny. I może sobie taki widz dokładnie zbadać, co to ciekawego się w danym roku pojawi i na co się wybrać, ale może też pozostawić wszystko przypadkowi i poznawać wszystko „na gorąco” . Z racji, że osobiście reprezentuję  pierwszą grupę , „obkułem się” na tegorocznego Off-a jak na kolokwium z literatury współczesnej, sądząc że raczej nic mnie skrajnie pozytywnie ani negatywnie nie zaskoczy. A tu proszę, zaskoczyło. I to w dodatku pozytywnie!</p>
<p>Gdzieś ich podczas owego „wkuwania” przeoczyłem / zostawiłem na później / zwyczajnie olałem. Nie pamiętam. Nie muszę chyba mówić, że zespół ostatecznie mnie zauroczył. Na tyle, że sięgnąłem po ich ostatnią studyjną płytę. Mówię od razu – jest w 100% wesoła i radosna, więc jeśli fanujesz melancholii i zdołowaniu, to nic z tego. Już pierwszy refren i podśpiewywane radośnie „hustle, hustle hustle” wkurwi Cię niemiłosiernie. Oj dobra, trochę sobie żartuję. Ale nie ulega wątpliwości, że grupę ciągnie raczej ku słonecznym, łąkowym pejzażom, a całość miejscami sprawia wrażenie zbyt przesłodzonej. Na koncercie tę pozytywną energię odczuwa się doskonale, z płyty zaś nie zawsze uderza ona z pełnym impetem. Z całego terminu „folktronika” zdecydowanie więcej tu folku niż elektroniki. Takiego, wiecie, „happy folku”, niemalże popu. A poza tym? To świetny album,  po prostu. Jeśli ktoś waha się więc z odsłuchem „&#8230;And Then We Saw Land”, lepiej niech się szybko zdecyduje. Lato kończy się, kasztany gniją, pada śnieg. A jesienią i zimą to już nie będzie to samo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.elephantshoe.pl/?feed=rss2&amp;p=2389</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
