right_side

Archiwum Styczeń, 2010

31 sty 2010   Kategoria: * magazyn *

Elephant Shoe #04 (Styczeń 2010)

And now for something completely different…

I mamy koniec roku: roku kryzysu ekonomicznego, wzmożenia działań militarnych USA na Bliskim Wschodzie („Yes, we can!”), globalnego ocieplenia, odejścia Króla Popu, afer rozpętanych przez Autorytety Moralne z wciąganiem amfy, posuwaniem dziwek i dzieci w tle… ale też roku – jednego z najciekawszych tej dekady – jeśli chodzi o wylew świetnych, czasem wręcz doskonałych wydawnictw muzycznych. Przez najbliższe dni będziemy się nimi z Wami dzielić.

Podsumowanie roku 2009

W pierwszej kolejności 30 najlepszych płyt roku 2009 na podstawie głosowania redakcjyjnego. Nie tracąc więc czasu: zapraszamy do lektury!

Bookmark and Share
30 sty 2010   Kategoria: albumy

DâM-FunK – Toeachizown (5LP Set)

:: Wydawca: Stone Throw Records
:: Ocena: 7,9

:: www / myspace

Toeachizown to prawie trzygodzinna paczka funkowej mieszanki. Na pakiet składa się Fly, LAtrik, Life, Sky i Hood, które po wrzuceniu do odtwarzacza porywają w kosmos przeróżnych syntezatorów i nie pozwalają wylądować aż do ostatniej minuty.

Dam-Funk czerpie garściami z przeszłości, na oko z lat osiemdziesiątych, mieszając to z współczesnymi trickami. Efekt? Dawno nie było tak namagnesowanej atrakcjami funkowej płyty. To gwarancja delikatnych zmian pozytywnych nastrojów, ukojenia nerwów rozszarpanych przez kruki i wrony codzienności. Od kuchni strony album jest swojskim ukłonem autora Damona Riddicka w stronę własnych inspiracji. Momentami podrywani jesteśmy groovem, innym razem słuchamy kojącego wokalu. Do zabawy z dźwiękami z kosmosu Riddick zaprosił także Marka De Clive-Love – syntezatorowego kowboya.

Zróżnicowanie dźwiękowe objawia się w każdym albumie. Raz możemy pożyczyć znanemu DJ-owi na imprezę, innym razem zapuścić jako tło do czytania lub kompletnego wyciszenia. Toeachizown jest relaksujące, bujające, hipnotyzujące, czyli bez gadulstwa zajebiste. To instrumentalno-cyfrowa wycieczka w osobisty kojący świat Dam-Funka, który ani na chwilę nie pozwala, by pomiędzy jego nuty wkradła się nuda. A uzyskać taki efekt na tak dużym dystansie = pełen szacun.

Bookmark and Share
28 sty 2010   Kategoria: cast

Washed Out – Feel It All Around

FEEL IT ALL AROUND from Northern Lights on Vimeo.

Jeszcze jeden teledysk nakręcony robiącym ostatnim czasem furorę aparatem fotograficznym Canon 5d Mark II. Znawcy tematu – wiedzą o co kaman.
Produkcja klipu: Fiction.

Bookmark and Share
14 sty 2010   Kategoria: special

30 najlepszych albumów roku 2009 (1/3)


 
No i mamy koniec roku: roku kryzysu ekonomicznego, wzmożenia działań militarnych USA na Bliskim Wschodzie („Yes, we can!”), globalnego ocieplenia, odejścia Króla Popu, afer rozpętanych przez Autorytety Moralne z wciąganiem amfy, posuwaniem dziwek i dzieci w tle… ale też roku – jednego z najciekawszych tej dekady – jeśli chodzi o przemysł muzyczny. Nie jest to w zasadzie nic mądrego, ale w ludzkiej naturze jest zakodowana skłonność do porządkowania pewnych rzeczy, szufladkowania ich, układania w rankingi, jakby nagrywanie muzyki było dyscypliną sportową, a zakończenie roku okazją do olimpiady, więc… gramy w to! Poniżej nasz top 30 na podstawie głosowania redakcyjnego. Have fun!
Czytaj całość »

Bookmark and Share
14 sty 2010   Kategoria: special

30 najlepszych albumów roku 2009 (2/3)


 
No i mamy koniec roku: roku kryzysu ekonomicznego, wzmożenia działań militarnych USA na Bliskim Wschodzie („Yes, we can!”), globalnego ocieplenia, odejścia Króla Popu, afer rozpętanych przez Autorytety Moralne z wciąganiem amfy, posuwaniem dziwek i dzieci w tle… ale też roku – jednego z najciekawszych tej dekady – jeśli chodzi o przemysł muzyczny. Nie jest to w zasadzie nic mądrego, ale w ludzkiej naturze jest zakodowana skłonność do porządkowania pewnych rzeczy, szufladkowania ich, układania w rankingi, jakby nagrywanie muzyki było dyscypliną sportową, a zakończenie roku okazją do olimpiady, więc… gramy w to! Poniżej nasz top 30 na podstawie głosowania redakcyjnego. Have fun!
Czytaj całość »

Bookmark and Share
14 sty 2010   Kategoria: special

30 najlepszych albumów roku 2009 (3/3)

No i mamy koniec roku: roku kryzysu ekonomicznego, wzmożenia działań militarnych USA na Bliskim Wschodzie („Yes, we can!”), globalnego ocieplenia, odejścia Króla Popu, afer rozpętanych przez Autorytety Moralne z wciąganiem amfy, posuwaniem dziwek i dzieci w tle… ale też roku – jednego z najciekawszych tej dekady – jeśli chodzi o przemysł muzyczny. Nie jest to w zasadzie nic mądrego, ale w ludzkiej naturze jest zakodowana skłonność do porządkowania pewnych rzeczy, szufladkowania ich, układania w rankingi, jakby nagrywanie muzyki było dyscypliną sportową, a zakończenie roku okazją do olimpiady, więc… gramy w to! Poniżej nasz top 30 na podstawie głosowania redakcyjnego. Have fun!
Czytaj całość »

Bookmark and Share
12 sty 2010   Kategoria: albumy

Vektor – Black Future

:: Wydawca: Heavy Artillery Records
:: Ocena: 0,3

:: myspace

Będąc ciekawym opinii fanów metalu na temat tej płyty, trafiłem na forum Masteful Magazine, gdzie wywiązała się następująca rozmowa:

Maria Konopnicka: spojrzałem na okładkę i pomyślałem, że to jakieś demówki Voivod :) Obadałem na myspace – robią bardzo dobre wrażenie, w zalewie thrashu zdecydowanie wybijają się na plus. Gdzie można kupić ich płytę ?

Triceratops: W herbaciarni, to chyba oczywiste.

Maria Konopnicka: Źle mnie zrozumiałeś – pytałem gdzie można kupić ich płytę, a nie gdzie można zwalić konia w godzinach przedpołudniowych

Dialog roku – musicie przyznać. Jest i sarkazm („Jeden odcinek House’a dziennie czyni pierdolone cuda. Dwa sezony i stałem się królem ciętego języka” – jak już zdążył zauważyć Hitler) i wysublimowane poczucie humoru. No i nicki autorów postów, absolut został osiągnięty.

W zasadzie można by tu tę recenzję skończyć, bo i pisać za bardzo nie ma o czym. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że na Rate Your Music album ten przez (krótką) chwilę znalazł się na pierwszym miejscu rankingu z 2009 roku wyprzedzając takie marki jak Animal Collective, Flaming Lips, Natural Snow Buildings, czy Grizzly Bear, a w momencie, gdy piszę te słowa, jest na siódmym, wciąż plasując się przed wieloma rewelacyjnymi albumami ubiegłego roku, zmusza do choćby krótkiego zabrania głosu.

Vektor gra metal. Thrash metal, mówiąć dokładniej. I nie jest tak, że nie lubimy metalu. Ja na przykład cały czas jaram się na myśl o nadchodzącym albumie The Dillinger Escape Plan, choć i tak pewnie okaże się gówniany (za to „Miss Machine” uwielbiam do dzisiaj), ale nie lubimy gdy ludziom wciska się coś tak absolutnie zerowego i sprzedaje jako towar z najwyższej półki. Bo w zasadzie jedyne co o Vektorze można powiedzieć, to że muzycy sprawnie operują gitarami, znają się na technice, to im trzeba przyznać. Szkoda jednak, że zamiast nagrywać muzykę, nagrywają spóźniony o jakieś dwadzieścia lat thrash metal. Chcecie dobrego thrashu? No to posłuchajcie, nie wiem, „Master Of Puppets”. Albo „Reign In Blood” Slayera, chociaż tak, wiemy, że oni wszyscy skończyli się na „Kill’em All”. Jaki jest sens w słuchaniu „Black Future”? Czy są to długie solówki? Albo „futuristic/science-fiction lyrics”, o których dowiedziałem się z jakiejś recenzji? Wybaczcie, nie zagłębiałem się w teksty. Ze słuchu nie jest łatwo, leci właśnie jakiś „Destroying The Cosmos” i jedyne co zrozumiałem, to że „end is near”. Tu bardzo sprawnie przeskakujemy do tematu wokalu, o którym można powiedzieć tylko tyle, że jest. Co ciekawe na wokalistę nawet na tym forum Masterfula narzekają, więc chyba faktycznie jest źle.

Aha. Ja wiem, że teraz liczy się pierdolnięcie, ale „Black Future” to jednak dla mnie melanż zbyt epicki.

Bookmark and Share
10 sty 2010   Kategoria: albumy

Micachu – Jewellery

:: Wydawca: Rough Trade
:: Ocena: 6,5

:: www / myspace

Kosmos. Poplątanie z pomieszaniem – taki wniosek wyciągnąłem po pierwszym przesłuchaniu albumu 21-letniej Mici Levi. Warto było jednak dać jej drugą szansę. Wtedy nadeszło rozwiązanie, nadal pogmatwane, ale już bardziej atrakcyjne.

„Jewellery” to ciężkostrawny materiał. Zaczyna się brudno – od początku słyszymy muzyczny eksperyment Micachu dodatkowo skomplikowany jej własnym głosem. Ten jest niemalże całkowicie uniwersalny płciowo. Każdy utwór – a te są dość krótkie – słuchacza RMF MAXXX przyprawi o zakłopotanie. Pozbawione schematu „zwrotka-refren”, aranżacyjnie zdeformowane nadmiarem dźwięków. Wszystko przypomina niekiedy mieszankę przypadkowych zakłóceń, przerwań właściwego utworu. Drewniane sztućce i wypchane powietrzem kartony? A jakże.

Tak więc panie MIA, Lady Sovereign i Speech Debelle zdecydowanie powinny zrobić miejsce w loży utalentowanych dziewczyn, niestroniących od radykalnych strategii. „Jewellery” brzmi jak one wszystkie razem, przemielone przez Hot Chip. No prawdziwe cudo. Pani Mica skleja własne instrumenty, komponuje przy użyciu rozstrojonych gitar, frymuśnych sampli i syntezatorów. Jej kolegą przy montowaniu całego materiału był Matthew Herbert.

Dobry materiał na wysiłek umysłu pod kątem słuchania. Nic dziwnego, skoro można w nim usłyszeć gitarę jej własnej produkcji i najnormalniejszy w świecie odgłos odkurzacza, sprytnie wklejonego między inne muzyczne motywy.

Bookmark and Share
9 sty 2010   Kategoria: albumy

Kasabian – West Ryder Pauper Lunatic Asylum

:: Wydawca: RCA
:: Ocena: 3,5

:: www / myspace

Z braku weny postawiłem Kasabian oldschoolowej próbie. Obudzi czy znudzi? Włączyłem ich w porannej chwili niewyspanego marazmu pełen nadziei, że mnie z niej wyciągną, ocucą.

Próba zakończyła się katastrofą – tak i dla mnie, jak i Kasabian. Początkowa brudna elektronika obudziła zainteresowanie dalszym ciągiem, ale tylko na chwilę. W końcowym rozrachunku cała płyta okazała się nudna jak flaki z olejem, jednostajnie emocjonalna jak nieboszczyk i pociągająca jak mebel. Słychać na niej zabawę z syntezatorami przywołującą w pamięci ostatni Franz Ferdinand, ale to wszystko, co można pozytywnie o nich powiedzieć. Doszukując się podobieństw z innymi oddziałami zelektronizowanego indie nie uzyskałem niczego wychodzącego poza status popłuczyn. Wszystko jest tutaj siódmą wodą po kisielu, listą rezerwową, niechcianą kończyną. Doszukiwanie wynikało z braku wiary, że to wszystko, co autorzy „Clubfoot” i „Empire” mogli z siebie wyłuskać. A jednak to prawda. Te dwa przykłady to widocznie przypadki, wyszły niechcący.

Poza wspomnianą elektroniką Kasabian stara się bujać swoją melodią, wprawiać w ckliwy nastrój, przyspieszać, ale wychodzi to jak strzelanie z biodra. Słychać parcie na zróżnicowanie, dobre chęci. Jednak jednostajności nie da się zwalczyć samymi chęciami. Tu ewidentnie zabrakło pomysłu. Widać obeznanie w dzisiejszych niezal trendach, które Kasabian stara się przetrawić poddać recynklingowi własnej wyobraźni, jednakże, kurde, całość brzmi mniej zachęcająco niż niemieckie techno. Dosłownie. Przy odsłuchiwaniu „West Ryder Pauper Lunatic Asylum” w słuchawkach mój współpracownik takiego właśnie słuchał na głośnikach.

Bookmark and Share
1 sty 2010   Kategoria: cast

Washed Out – Belong

Washed Out – Belong (Music Video) from Blake Salzman on Vimeo.

Najnowszy klip od Washed Out w reżyserii Blake’a Salzmana, którego zapamiętać mogliśmy z innego teledysku jego autorstwa: Banjo or Freakout „Upside Down”.

Bookmark and Share