Electro – rockowy zespół powstały w 2006 r. w Pile. Nazywany polskim The Cure tudzież Depeche Mode. W 2008 r. podpisali kontrakt płytowy z wytwórnią SP Records. Owa współpraca zaowocowała wydaniem pionierskiego albumu „Syreny nad miastem”, który spotkał się z dużym zainteresowaniem zarówno ze strony mediów jak i odbiorców muzyki. Mają za sobą sporo koncertów, zarówno klubowych jak i dla wielotysięcznej publiczności. Obecnie zespół ponownie ruszył w trasę koncertową. I jak zapowiadają muzycy, zbliżające się koncerty mogą być zaskoczeniem nawet dla tych, którzy doskonale znają twórczość The Cuts!
Jak rozpoczynaliście swoją przygodę z muzyką?
Przemek Zdunek: To było bardzo dawno temu. Ciekawe dźwięki docierały do nas, kiedy jeszcze byliśmy w łonach naszych mam. Potem było już z górki.
Jak powstał zespół i skąd nazwa The Cuts?
The Cuts powstał po tym, jak z Panem TT zakończyliśmy pracę we wcześniejszym projekcie. Zanim jednak uformował się jego obecny kształt minęło trochę czasu i przez zespół przewinęło się paru muzyków. W obecnym składzie gramy właściwie od listopada 2009. Nie można jednak mówić, że ta data to początek zespołu. Znamienne dla The Cuts było z pewnością dołączenie do nas Toma Horna, co stało się jakieś dwa i pół roku temu. Nazwa zespołu wzięła się z pewnej rozmowy ze znajomym Anglikiem, a właściwie pomyłki. Powiedziałem mu, że mój ówczesny zespół nazywał się Koty, a on zamiast „cats” zrozumiał „cuts”. Obaj doszliśmy wtedy do wniosku, że „cuts” byłoby lepsze. Kilka lat później potrzebowałem nazwy dla zespołu i przypomniało mi się „cuts”. Po jakimś czasie dołożyliśmy do nazwy „the”, bo w rozmowach przez telefon ludzie myśleli, ze mówimy o jakimś punkowym zespole o nazwie „kac”.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że zostałeś wokalistą The Cuts kompletnie śpiewać nie umiejąc, fałszując wręcz. Jednak podjąłeś się tego zadania (z całkiem niezłym skutkiem zresztą). Dlaczego? Lubisz wyzwania?
The Cuts to jedno wielkie wyzwanie. W Polsce nie jest łatwo „istnieć” jako zespół. Z drugiej strony, bez podnoszenia sobie poprzeczki, w końcu my sami przestalibyśmy wierzyć w to, co robimy. Jeśli chodzi o mój wokal, to na początku rzeczywiście było tragicznie. Byliśmy jednak na tyle zdeterminowani, żeby próbować. W końcu zapisałem się na lekcje śpiewu, dzięki którym nieco bardziej zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi.
Wolisz śpiewać po polsku, czy po angielsku? W której konwencji czujesz się lepiej?
Kiedyś zdecydowanie lepiej śpiewało mi się po angielsku. Język polski średnio nadaje się do śpiewania. Jednak śpiewając w Polsce po angielsku, z góry skazujesz się na swoistą niszowość. Jest w tej kwestii co prawda coraz lepiej, ale wciąż pokutuje przekonanie, że od śpiewania po angielsku są zespoły zagraniczne. Od dawna piszę tylko po polsku, więc już się nad tym zbytnio nie zastanawiam. Na naszej drugiej płycie być może pojawi się jeden angielski utwór, ale będzie jedynym.
Co Was inspiruje w tworzeniu muzyki, tekstów?
Najprościej byłoby powiedzieć, że życie. Inspiracje do tekstów czerpię zarówno z własnych przeżyć, jak i historii wyczytanych w książkach, gazetach, internecie. Niektóre powstają po prostu w mojej głowie i nie mają źródła w rzeczywistości. Z muzyką jest nieco inaczej. Każdy utwór powstaje inaczej. Pierwsze dźwięki są takie, jaki jest emocjonalny stan tego z nas, który akurat ułożył dany utwór. Potem staramy się inspirować siebie nawzajem. Dopiero to daje efekt końcowy.
Czy występy w ogólnopolskich kanałach telewizyjnych, na imprezie Top Trendy i festiwalu w Opolu przyczyniły się do większej popularności grupy? Na ile Wam ta „promocja” pomogła?
Z pewnością te występy pozwoliły nam dotrzeć do nieco szerszej publiczności. Trudno powiedzieć, czy w stu procentach do tej, do której ma trafiać nasza muzyka. Z pewnością jednak dzięki nim nazwa The Cuts jest bardziej rozpoznawalna.
A Wasze muzyczne inspiracje? Jaki zespół, tudzież artysta zrobił na Was wrażenie w ostatnim czasie?
Nie lubimy mówić o inspiracjach, bo to zawsze skazuje zespół na umieszczenie go w jakiejś szufladce. Jeśli jednak chodzi o płyty, które ostatnio zrobiły na nas wrażenie, to z pewnością będą to zeszłoroczne płyty Royksopp, La Roux, Depeche Mode, Editors i paru innych.
Czy macie ambicje podbić rynek zagraniczny?
Na razie o tym nie myślimy. W tej chwili skupiamy się na polskojęzycznym materiale i na koncertach w Polsce. W lutym i marcu zagramy w siedemnastu miastach.
Magdalena Majchrzak
Odpowiedz: