Thao with the Get Down Stay Down – Know Better Learn Faster:: Wytwórnia: Kill Rock Stars
:: Ocena: 8,1

:: www / myspace

Są dwie rzeczy, za które – muszę powiedzieć – wprost ubóstwiam Thao Nguyen. Po pierwsze niesamowita wrażliwość, którą z wdziękiem udaje jej się przelać w swoje piosenki, i po drugie – jeszcze bardziej unikalna w dzisiejszych czasach – kobiecość. Mimo pewnych pokrewieństw twórczych, jej osoba stanowi całkowitą anty-tezę takich sylwetek jak Karen O, czy PJ Harvey (nie obrażając ich obu). Thao prędzej sprawia wrażenie małej, nieśmiałej, pełnej uroku, choć trochę zagubionej dziewczynki, istniejącej na tym świecie chyba tylko dzięki muzyce. Nie przeszkadza jej to jednak w byciu niezależną i nie oglądaniu się na krytykę innych. Wysuwa się na linię strzału wyemancypowanych feministek, gdy w tytułowym „Know Better Learn Faster” z bezradnością wyznaje „but I need you to be better than me”. Daleko jej jednak do wizerunku zobojętniałej, posłusznej kury domowej, gdy już w kolejnym utworze buntuje się: „What am I, just a body in your bed?!”. Lubi potrząsać słuchaczem posługując się silnymi kontrastami nie tylko w sferze tekstowej, ale i nagłych zmianach aranżacyjnych.

O nich też wypada powiedzieć parę słów, mamy w końcu teoretycznie do czynienia z dwoma projektami połączonymi w jeden: Thao i The Get Down Stay Down. Słychać to nawet na samej płycie – nie mamy do czynienia z piosenkami, które mają kilku ojców, w których przejawia się pewna zbiorowa myśl kompozytorska. Utwory powstają najpierw w zaciszu mieszkania Thao, dopiero potem odwiedzają salę prób i tu przechodzą gruntowny tuning. Prawdopodobnie stąd bierze się ta świeżość i wielobarwność ich brzmienia. To samo można powiedzieć o całej dotychczasowej twórczości Thao with the Get Down Stay Down – żaden motyw nie jest tu powtórzony, żaden nie wywołuje choćby minimalnego uczucia déjà vu. Żywiołowe emocje ubrane w radosne melodie, pompatyczne sekcje dęte na kształt produkcji telewizyjnych z “happy-endem”. Całość aż się prosi o wykorzystanie w porządnej produkcji filmowej, albo musicalu.

Choć bez wątpienia ciekawym doświadczeniem byłoby usłyszeć je także w pierwotnych wersjach, sam na sam: gitara akustyczna + śpiew Thao. Jak zdążyła to już pokazać za pośrednictwem serwisu Yours Tru.lu – z pewnością nie byłaby to rutyna, flegmatyczne, pozbawione krzty polotu smęty w rodzaju Damiana Rice’a, tylko coś w dalszym ciągu oryginalnego, a do tego jeszcze intymnego i ciepłego. Jak dla przykładu „But What of the Strangers” z ostatnich minut tej płyty. Na ile znam życie – pewnie i na to przyjdzie czas…

Bookmark and Share